mało świątecznie. a co, znowu mam się rozwodzić nad komercjalizacją jednego z najważniejszych świąt w wierze chrześcijańskiej i ciemnotą mas ślepo wierzących we wciskany im przez korporacje kit? nie chce mi się. poza tym jestem w tym roku tolerancyjna :]
zabawnie pisać po polsku jest. jakoś tak się już do wyrażania myśli w języku zagranicznych przyjaciół przyzwyczaiłam, że mi niezręcznie teraz.
natchnęło mnie, by wyrazić opisać pewien paradoks, dziwne zjawisko pozbawione logiki. nie wiem, jak tę grupę społeczną zgrabnie określić, abyśmy wszyscy doskonale pojęli istotę problemu. choć to chyba dotyczy różnych grup społecznych.
i nie chcę pisać o zwykłych ludzkich dywagacjach na temat śmierci. chodzi mi o to zafascynowanie, to zapuszczanie nekrogrzybni we wszystkie możliwe środki wyrażania siebie, w sztukę (wielokrotnie potwornie kiczowatą, mamo!) rysunki, malunki, muzykę, w strój, w sposób bycia, w wygląd, w słowa, w uczucia, w życie. W ŻYCIE. poświęćmy życie śmierci, a jakże! krótkie, kruche, wątłe, przeciekające przez palce jak rozlana herbata malinowa, życie, całe życie oglądając ze wszystkich stron umieranie.
czy z bezsensu się wyrasta?
Napisała Magda Chrzestna
Nastrój:
tagi: