Byłam sobie w Krakowie przejazdem i jako, że we wszelkich miejscach obleganych turystycznie poszukuję narzędzi ekspresji umysłowej, jakimi są przypinki, zakręciłam się po Starym Rynku i znalazłam mekkę dla czuchrów takich jak ja: czyli koszulki, przypinki, płyty, naszywki, nawet kurde zegary ścienne z Iron Maiden i panem Cobainem oraz inne takie tandety. A wszystko przytulne, duszne i ciemne.. ^^ Ale nie o tym mam dziś przyjemność pisać. Otóż w tym całym piętnastokwadratowometrowym przybytku zaintersowało mnie coś o średnicy około centymetra. Przypinka z napisem białym, na tle czarnym, z napisem dumnym: "I HATE LIFE". I pytanie, o co chodzi, do cholery? O EMOcje zapewnie..
Ja naprawdę nie rozumiem, jak można nienawidzić życia. No wiem, problemy, rutyna, kłamstwa, dżungla, wyścig szczurów, totalna niesprawiedliwość, krzywdy niewinnych ludzi podczas gdy oszuści i złodzieje pławią się w luksusie i dobrobycie, zło powszechne na ulicach, szkoła i szarość, szarość, szarość... Nic dziwnego, ze niektórzy zapadają się w mrok, bo kurde, albo białe, albo czarne, jak białe być nie może, to czarne będzie! A ja wam emoty powiem:
gówno. Wielkie i skwierczące. Bo każdy wybiera takie życie, jakie chce. Wy chcecie być nierozumiani i mroczni? Proszę bardzo! Ja będę kolorowa. Tyle wam powiem.
I tylko tyle.